

Mimo wysokich stóp procentowych, drogiego kredytu i słabej aktywności budowlanej ceny mieszkań nadal rosną. Szczególnie dynamicznie drożeją nowe lokale, których ceny wzrosły znacznie szybciej, niż spodziewali się ekonomiści.
Według najnowszych danych norweskiego urzędu statystycznego SSB ceny nowych mieszkań były w pierwszym kwartale 2026 roku aż o 9,9 proc. wyższe niż rok wcześniej. To jeden z najwyższych wzrostów od wielu lat i wynik wyraźnie przekraczający oczekiwania ekspertów.
Dla porównania ceny mieszkań z rynku wtórnego wzrosły w tym samym okresie o około 4 proc.
Największy wzrost cen odnotowano w segmencie mieszkań w budynkach wielorodzinnych oraz domów szeregowych. Według SSB ich ceny wzrosły o 10,5 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku. Nieco wolniej drożały nowe domy jednorodzinne, których ceny zwiększyły się o 8,8 proc.
Eksperci wskazują, że tak szybki wzrost cen jest konsekwencją kilku nakładających się czynników. W ostatnich latach gwałtownie wzrosły koszty materiałów budowlanych, robocizny, finansowania inwestycji oraz spełniania coraz bardziej wymagających norm technicznych i środowiskowych.
Choć wysokie ceny mieszkań są problemem dla kupujących, branża budowlana przyjęła najnowsze dane z dużym zadowoleniem.
Jednym z głównych powodów obecnego kryzysu budowlanego jest bowiem niska rentowność wielu projektów mieszkaniowych. W ostatnich latach liczni deweloperzy wstrzymywali inwestycje, obawiając się strat wynikających z wysokich kosztów budowy oraz słabszego popytu.
Wzrost cen nowych mieszkań może poprawić opłacalność inwestycji i zachęcić deweloperów do uruchamiania nowych projektów. Jednocześnie wyższe ceny oznaczają również większe problemy dla osób planujących zakup pierwszego mieszkania.
Według danych Eiendom Norge ceny mieszkań w całym kraju wzrosły od początku 2026 roku o ponad 5 proc. Średnia cena nieruchomości przekroczyła już 5 milionów koron norweskich.
Najsilniejsze wzrosty notują obecnie Bergen, Stavanger, Kristiansand i Tromsø. W wielu regionach zachodniej Norwegii rynek pozostaje bardzo aktywny dzięki dobrej sytuacji gospodarczej oraz wysokiemu zatrudnieniu w sektorach związanych z przemysłem energetycznym.
Znacznie słabsza sytuacja panuje natomiast w Oslo. Część ekspertów nie wyklucza nawet stabilizacji cen lub niewielkich spadków w drugiej połowie roku.
Największym wyzwaniem pozostaje jednak niedobór nowych inwestycji.
Branża budowlana od dawna ostrzega, że liczba rozpoczynanych budów jest znacznie niższa niż potrzeby wynikające ze wzrostu liczby ludności. Od 2004 roku liczba ludności Norwegii wzrosła o około 1 milion osób, czyli o około 22% - z 4,6 mln osób do około 5,65 mln osób. To sprawia, że Norwegia należy do najszybciej rosnących demograficznie państw Europy Zachodniej w XXI wieku. Wysokie stopy procentowe, drogie kredyty dla deweloperów oraz rosnące koszty budowy doprowadziły do wyraźnego ograniczenia liczby nowych projektów.
Powstaje więc paradoksalna sytuacja: buduje się zbyt mało mieszkań, a jednocześnie ceny nowych lokali rosną szybciej niż ceny mieszkań używanych.
Długoterminowo może to prowadzić do jeszcze większego niedoboru mieszkań, szczególnie w największych miastach kraju.
Większość ekonomistów uważa, że rynek nieruchomości w Norwegii pozostanie stabilny także w drugiej połowie 2026 roku. Silny rynek pracy i wzrost wynagrodzeń wspierają popyt, jednak wysokie stopy procentowe nadal ograniczają możliwości kredytowe wielu gospodarstw domowych.
Coraz większą uwagę zwraca się jednak na rynek nowych mieszkań. Wzrost cen o niemal 10 proc. w ciągu roku pokazuje, że podaż nowych lokali nie nadąża za popytem. Jeśli liczba nowych inwestycji nie wzrośnie, Norwegia może w najbliższych latach stanąć przed jeszcze większym problemem niedoboru mieszkań i dalszego wzrostu cen.
Najnowsze dane pokazują więc, że choć rynek mieszkaniowy pozostaje odporny na wysokie stopy procentowe, coraz wyraźniej ujawniają się skutki kryzysu budowlanego, który od kilku lat ogranicza liczbę nowych inwestycji w całym kraju.